Im dłużej pracuję z ludźmi otyłymi, tym mocniej doświadczam z czym się borykają.

Często, gdy pojawi się jedna choroba, efektem śnieżnej kuli, pojawiają się kolejne.

Jeśli ktoś nie ma funduszy na prywatną opiekę zdrowotną i wykonanie wszystkich badań w jeden dzień, w prywatnej klinice, to terminy skierowań sięgają miesięcy.

Nie namawiam Was do liczenia kalorii.
Chociaż wiecie, że to był klucz mojego sukcesu.
Żadne cudowne diety, magiczne tabletki czy cudowne koktajle.
Jesteście dorosłymi ludźmi i sami o sobie decydujecie.
Takie Wasze prawo.
Ja tylko zostawiam do przemyślenia w tej rolce jedno pytanie.

Mnie liczenie kalorii zajmuje mniej niż 10 min dziennie.
Robię to kosztem oglądania TV, życia życiem sąsiadów czy przeglądania w sieci treści, które nic nie wnoszą do mojego rozwoju.

10 minut inwestycji w siebie.
Mało, a jednak tak dużo.

Na tyle dużo, że być może mnie uratowało życie.

Jeśli będziecie chcieli podzielić się przemyśleniami, zapraszam.
Jeśli chcecie zachować swoje myśli dla siebie, zrozumiem ♥️