Ostatnio dwie znajome z siłowni powiedziały mi, że wstydzą się ćwiczyć na sali “dla mężczyzn”.
Miały na myśli salę z wolnymi ciężarami, na której faktycznie, ilościowo, dominują mężczyźni.

Ja natomiast, gdybym mogła, ćwiczyłabym wyłącznie tam.
I chociaż dźwigam znacznie mniej, nigdy nie poczułam się gorsza.

Jeśli jesteś kobietą i wstydzisz się ćwiczyć w strefie “męskiej”, to powiem Ci jedno.
To najbezpieczniejsze miejsce na siłowni.

Nawet gdy zaczynałam i daleko mi było do wiedzy czy techniki którą mam teraz, nie doświadczyłam pogardliwych spojrzeń, politowania czy przykrych komentarzy.
Nie czułam na sobie wzroku ocen czy poczucia wyższości.

Jest spokojnie, bezpiecznie i komfortowo.

I owszem, możesz teraz powiedzieć, że mam szczęście, że tak jest u mnie.

Na pewno mam szczęście, że mogę codziennie przebywać z fantastycznymi ludźmi, bo każdego dnia – ja, nauczona trudną przeszłością ostrożności w kontaktach – otwieram się na nich i czuję się bezpiecznie.
Ale głęboko ufam, że na innych siłowniach jest podobnie.

Bo kiedy ludzi łączą cele, pasja i dyscyplina, to pojawia się między nimi nić porozumienia i szacunku w stosunku do siebie.

Nie bój się.
Zaufaj.
Jeśli trzeba, poproś o pomoc.
Zapewniam, że nikt jej nie odmówi.
A po kilku treningach przekonasz się, że było warto.