Wczoraj w rozmowie z koleżanką powiedziałam jej, że jest we mnie żal jak wielu rzeczy nie doświadczyłam jako nastolatka i młoda (dwudziestokilkuletnia) kobieta. 
Dla wielu byłyby to sytuacje nic nie znaczące. Inni powiedzieliby, że to błahe zachcianki. A jeszcze ktoś, że i tak w żaden sposób nie miałyby wpływu na ukształtowanie mojej osobowości. 
Co mam na myśli?
Na przykład, że nigdy nie miałam na sobie dwuczęściowego stroju kąpielowego. Nigdy nie wyszłam z domu w koszulce odsłaniającej brzuch. Nigdy w życiu nie miałam jeansowych szortów. Przez tyle lat. 
Nigdy nie czułam, że życie towarzyskie innych ucierpiałoby gdyby mnie z nimi nie było. 
Nigdy w podstawówce i liceum nie dostałam walentynki, nikt nigdy nie zadedykował mi piosenki i dziś nawet ciężko mi powiedzieć czy dla kogokolwiek miało znaczenie, że byłam obecna na imprezach czy wyjazdach. 
Nie wiem. 
Dziś tak wiele sytuacji z przeszłości stoi pod znakiem zapytania. 
I tak zwyczajnie jest mi żal, że już nie będę mieć szansy gromadzenia wielu doświadczeń, które dziś są dla nastolatek codziennością.

Mogłabym Wam o tym nie pisać. Bo z jednej strony to bardzo osobiste przemyślenia, a z drugiej wiem, że nie dla każdego mój przekaz będzie jasny. Ale myślę, że znajdzie się tu ktoś kto doceni tę szczerość. 
I zrozumie. 
A może któraś z Was – tych znacznie młodszych ode mnie – uzna, że to będzie ten moment by podjąć walkę. Że też nie chcecie kiedyś żałować, że coś Was ominęło. 

Bo im starsza jestem tym bardziej żałuję, że nie mam wspomnień jakie bardzo chciałabym mieć. 
I jakich, co odczuwam coraz mocniej, bardzo mi brakuje. 
I choć może zabrzmieć to dziwnie, bo wiele z Was powie, że przecież wciąż jestem młoda, dochodzi do mnie, że to prawda, że czasu nie cofniemy. 

Myślałam by nagrać Wam te przemyślenia jako rolkę. Ale nie dałabym rady. Nawet spisać te myśli było mi ciężko. 
Ale kto z Was jest ze mną wystarczająco długo, doskonale odczyta ton tego wypisu i usłyszy w nim moj głos.